W nocy z 24 na 25 października cofniemy zegarki z 3:00 na 2:00. Poranki na chwilę pojaśnieją, za to popołudnia zaczną się szybko skracać. W niedzielę 25 października słońce zajdzie w Chwaszczynie o 16:25, a 21 grudnia wzejdzie o 8:06 i schowa się już o 15:22. Kto pracuje od ósmej do szesnastej, jedzie wtedy do pracy o świcie, a wraca o zmierzchu.
Dzień ogląda więc głównie przez biurowe okno. A co, jeśli biurko stoi daleko od niego? Wtedy z siedmiu godzin dnia niewiele zostaje, bo światło słabnie z każdym metrem w głąb pomieszczenia. Na szczęście da się urządzić biuro tak, żeby więcej światła docierało do ludzi – i nie chodzi wyłącznie o mocniejsze żarówki.
Trzy kwadranse mniej niż w Krakowie
Chwaszczyno leży ponad cztery stopnie szerokości geograficznej dalej na północ niż Kraków. Zimą robi to różnicę: im dalej na północ, tym niżej wędruje słońce i tym krócej jest nad horyzontem. W najkrótszym dniu roku Kraków ma ponad osiem godzin dnia, a okolice Trójmiasta – siedem i kwadrans. Tak wygląda to w liczbach:
| Dzień | Chwaszczyno: wschód–zachód (długość dnia) | Kraków: wschód–zachód (długość dnia) |
|---|---|---|
| 24 października (ostatni dzień czasu letniego) | 7:32–17:28 (9 h 55 min) | 7:17–17:31 (10 h 14 min) |
| 25 października (pierwszy dzień czasu zimowego) | 6:34–16:25 (9 h 51 min) | 6:18–16:29 (10 h 11 min) |
| 1 grudnia | 7:44–15:26 (7 h 41 min) | 7:17–15:41 (8 h 23 min) |
| 21 grudnia | 8:06–15:22 (7 h 16 min) | 7:37–15:40 (8 h 03 min) |
| 21 czerwca (dla porównania) | 4:11–21:25 (17 h 14 min) | 4:31–20:53 (16 h 22 min) |
To wyliczenia astronomiczne zaokrąglone do minuty. Latem rachunek się odwraca i w czerwcu to Pomorze ma prawie godzinę dnia więcej. Warto też wiedzieć, że najwcześniej słońce zachodzi u nas w połowie grudnia, około 15:20, a najpóźniej wschodzi dopiero na przełomie roku, około 8:08. Najkrótszy dzień nie ma więc ani najciemniejszego popołudnia, ani najciemniejszego poranka.
Do tego dochodzi pogoda. Według danych z lat 1991–2020 słońce świeci nad Gdańskiem w grudniu średnio przez 32 godziny w miesiącu, czyli przez nieco ponad godzinę dziennie. Resztę dnia chowa się za chmurami, a na jego promienie czekamy jak kania dżdżu. Tym cenniejsze jest każde światło, które uda się wpuścić do środka.
Południe kraju ma pod tym względem trochę łatwiej, ale i tam o światło dzienne w biurach się zabiega. Zabudowy szklane w Krakowie przy ośmiu godzinach grudniowego dnia pełnią tę samą rolę co w Trójmieście: zamiast zatrzymywać światło przy oknach, przepuszczają je w głąb biura. Na Pomorzu, gdzie dnia jest o trzy kwadranse mniej, ten argument waży jeszcze więcej.
Co światło robi z człowiekiem
Światło dzienne to coś więcej niż wygoda przy czytaniu. W 2014 roku naukowcy z Northwestern University i Uniwersytetu Illinois porównali 49 pracowników biurowych: część miała w pracy okna, część nie. Ci przy oknach dostawali w godzinach pracy o 173 procent więcej białego światła i spali średnio o 46 minut dłużej każdej nocy. Pracujący bez okien gorzej oceniali też jakość snu i swoją witalność.
Współautorka badania Ivy Cheung tłumaczyła, że światło jest najważniejszym sygnałem synchronizującym mózg i ciało. Architekci wiedzą to od dawna. „Pokój nie jest pokojem bez naturalnego światła” – pisał Louis Kahn, jeden z najważniejszych amerykańskich architektów XX wieku. Zimą na Pomorzu to zdanie nabiera bardzo praktycznego sensu.
A może wystarczy mocniejsza lampa?
Lampa świeci, ale w zupełnie innej skali niż niebo. Norma PN-EN 12464-1 przewiduje, że przy pisaniu, czytaniu i pracy przy komputerze natężenie oświetlenia powinno wynosić 500 luksów. Tymczasem nawet pochmurny dzień daje na zewnątrz dwa razy więcej, a jasny – kilkadziesiąt razy więcej:
| Sytuacja | Natężenie oświetlenia |
|---|---|
| Pełnia księżyca, bezchmurna noc | 0,05–0,3 lx |
| Bardzo ciemny, pochmurny dzień | ok. 100 lx |
| Typowe oświetlenie biura | 320–500 lx |
| Norma dla pracy przy biurku | 500 lx |
| Pochmurny dzień | ok. 1000 lx |
| Pełne światło dnia bez bezpośredniego słońca | 10 000–25 000 lx |
| Bezpośrednie słońce | 32 000–100 000 lx |
Kłopot w tym, że w głąb pomieszczenia światło dzienne szybko słabnie. Projektanci posługują się prostą regułą: okno skutecznie doświetla wnętrze na głębokość mniej więcej 2,5 raza większą niż wysokość jego górnej krawędzi nad podłogą. Przy oknie sięgającym 2,4 metra to około sześciu metrów. Biurko stojące dalej korzysta zimą głównie z lamp pod sufitem.
Gdzie postawić biurko, a gdzie salkę
Przepisy stawiają sprawę jasno. Rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów BHP wymaga oświetlenia dziennego w pomieszczeniach stałej pracy, czyli takich, w których ten sam pracownik spędza łącznie ponad cztery godziny na dobę. Pracę wyłącznie przy sztucznym świetle dopuszcza tylko wtedy, gdy światło dzienne jest niemożliwe lub niewskazane ze względu na technologię produkcji, i to za zgodą wojewódzkiego inspektora sanitarnego, wydaną w porozumieniu z okręgowym inspektorem pracy.
Wniosek dla układu biura jest prosty: biurka, przy których spędza się cały dzień, powinny stać przy oknach, a w głąb budynku warto przesunąć miejsca, w których bywa się krótko – salkę spotkań, aneks kuchenny, archiwum. Pełne ściany wokół takich pomieszczeń działają jednak jak tama: odcinają je od okien, a gdy salka stoi przy oknie, odcinają od światła całą resztę biura.
Lustra z Rjukan, czyli jak przenieść słońce
Najbardziej spektakularny przykład walki o światło pochodzi z Norwegii. Miasteczko Rjukan leży w głębokiej dolinie, do której od jesieni do połowy marca nie docierają bezpośrednie promienie słońca. Pomysł, by wpuścić je lustrami, zgłoszono już w 1913 roku, ale ówczesna technika nie dała rady. Zamiast luster w 1928 roku powstała kolejka linowa Krossobanen – prezent od firmy Norsk Hydro. Mieszkańcy mogli nią wjechać ponad cień doliny, prosto w zimowe słońce.
Do pomysłu wrócił w 2005 roku mieszkający w Rjukan artysta Martin Andersen, a lustra stanęły w 2013 roku. Trzy sterowane komputerowo zwierciadła po 17 m² każde, umieszczone około 450 metrów nad miastem, rzucają na rynek plamę słońca o powierzchni ok. 600 m². Kosztowały 5 mln koron. Nie wytwarzają ani odrobiny światła – przenoszą je tylko tam, gdzie go brakuje.
Szklane ściany w biurze działają podobnie. Dobrze zaplanowana zabudowa szklana biura nie doda ani minuty grudniowego dnia, ale sprawi, że światło z okien nie zatrzyma się na pierwszym rzędzie biurek. Według danych producenta szkła Pilkington bezbarwna tafla grubości 10 mm przepuszcza ok. 86 procent światła, a szkło niskożelazowe – ok. 90 procent. Pełna ściana nie przepuszcza nic.
Zwykłe szkło float ma lekko zielonkawy odcień, który przy grubszych taflach staje się wyraźniejszy. A szyby w biurowych ściankach do cienkich nie należą: w smukłym, 40-milimetrowym systemie, który oferuje Puaro, stosuje się szkło hartowane o grubości 10–12 mm. Tam, gdzie zależy nam na neutralnej barwie i jak największej ilości światła, warto więc zapytać o wersję niskożelazową.
Czy szklana ściana nie odbierze prywatności?
To najczęstsza obawa i całkiem zrozumiała. Nie trzeba jednak wybierać między światłem a dyskrecją – da się zjeść ciastko i mieć ciastko. Szkło satynowe albo matowa folia przepuszczają światło, ale zamieniają ludzi za szybą w rozmyte sylwetki. Często wystarczy pas folii na wysokości oczu: osoby przy stole są mniej widoczne, a światło swobodnie wpada nad folią i pod nią.
Jest też druga strona medalu. W grudniu słońce w Chwaszczynie wznosi się w południe zaledwie na 12–14 stopni nad horyzont, więc gdy już wyjrzy zza chmur, świeci prosto w oczy i w monitory. Przepisy BHP wymagają, by okna miały urządzenia chroniące stanowiska pracy przed nadmiernym nasłonecznieniem. Żaluzje przydadzą się więc nawet w najbardziej przeszklonym biurze.
Biuro przed grudniem – co da się zrobić
Nie każde biuro od razu wymaga przebudowy. Część rzeczy da się zrobić od ręki, jeszcze przed zmianą czasu, a resztę zaplanować przy najbliższym remoncie lub przeprowadzce. Oto kilka zasad, które pomagają lepiej wykorzystać krótki dzień:
- biurka, przy których pracuje się cały dzień, jak najbliżej okien, a monitory bokiem do szyb,
- salki, aneks i archiwum w głębi, oddzielone szkłem zamiast pełną ścianą,
- szkło bezbarwne tam, gdzie liczy się światło, a satyna lub folia tylko tam, gdzie potrzebna jest prywatność,
- jasny sufit i ściany, które odbijają światło dalej w głąb pomieszczenia,
- czyste szyby i okna niezastawione szafami – przepisy BHP wymagają, by szyby były czyste i przepuszczały dostateczną ilość światła,
- lampy ze ściemniaczami albo czujnikami światła dziennego, które uzupełniają światło z okien, zamiast je zastępować.
Szkło kosztuje zwykle więcej niż ścianka z płyt gipsowo-kartonowych, więc warto stawiać je tam, gdzie naprawdę pracuje na światło: między strefą przy oknach a pomieszczeniami w głębi. Tam, gdzie po żadnej stronie ściany nie ma okna, szyba doda wnętrzu lekkości, ale światła dziennego nie przybędzie.
Siedmiu godzin nie wydłużymy, ale możemy je lepiej wykorzystać
Czy da się przesunąć Pomorze o cztery stopnie na południe? Nie da się. Krótkie grudniowe dni są tu taką samą częścią zimy jak wiatr od morza. Można za to sprawić, żeby te siedem godzin nie przepadało za pełną ścianą, tylko docierało do każdego biurka.
Pocieszenie przyjdzie zresztą szybciej, niż się wydaje. Po 21 grudnia dnia zacznie przybywać, a 1 lutego słońce zajdzie w Chwaszczynie o tej samej porze co 25 października, czyli około 16:25. W połowie lutego dzień potrwa już 9 godzin i 45 minut – o blisko dwie i pół godziny dłużej niż w najkrótszym dniu roku.






